Końskie. Kapliczka na rozdrożu ulicy Spacerowej i Gimnazjalnej

Krzyż żeliwny na postumencie kamiennym. Napis: PRZECHODZĄC WESTCHNIJ ZA DUSZE ZMARŁYCH FUNDATORÓW [dalej napis zatarty – prawdopodobnie data 11 PAŹDZIERNIKA 1814 R.]. Ks. Jan Wiśniewski w Dekanacie Koneckim [1913 r.] pisze: Jadąc z Końskich ku Kazanowu, spotykamy po drodze figurę z 11 października 1814 r., nieco dalej stoi figura z 1776 r. odnowiona w 1815 r. Na prawo od figury pierwszej, droga prowadzi do Modliszewic.Przy ulicy Spacerowej pod numerem 12a (nie było numeru 13) […]

Końskie. Kapliczka na rozdrożu ulicy Spacerowej i Gimnazjalnej Czytaj dalej »

Antoni Borowiec

Był fotografem prowincjonalnym, działał w osamotnieniu, pamięć o nim żyje w kręgu rodziny, a dzieło jego życia ulega zatarciu i zapomnieniu. Był jedynym fotografem na terenie województwa kieleckiego odnoszącym sukcesy na wystawach międzynarodowych w latach 1928-1939. Zapomniany epizod w jego życiu połączył w czasie dzieło małomiasteczkowego fotografa z historią kieleckiej fotografii. Antoni Borowiec w latach pięćdziesiątych udzielał wskazówek młodemu podówczas chłopcu z podkoneckiej wsi [Jerzy Kamoda przyp. KW].

Antoni Borowiec Czytaj dalej »

Rejestracja przybyłych Żydów – Końskie, kwiecień 1940 r.

Piętnastego października 1939 r. kreishauptmann Albrecht na terenie miasta utworzył Kolonię Żydowską z własną administracją. Przyczyną tak wczesnego zorganizowania w Końskich specjalnej dzielnicy była potrzeba ulokowania wszystkich Żydów w wyodrębnionej kolonii i szybkie przejęcie – w drodze grabieży i przymusu żydowskich placówek gospodarczych (zakładów, warsztatów, sklepów itp.). Niewątpliwie łatwiej było również zakwaterować w tejże dzielnicy uchodźców – wysiedleńców, którzy w tym czasie masowo uciekali z terenów zajętych przez hitlerowski

Rejestracja przybyłych Żydów – Końskie, kwiecień 1940 r. Czytaj dalej »

Końskie, Nil i zapomniany weteran 1863

Z tą fotografią miałem problem nie tylko ja. W książce 100 lat OSP w Końskich fotografia została podpisana Przemarsz strażaków [raptem pięciu] – lata międzywojenne. W co najmniej dwóch polskich gazetach z maja 1917 roku zamieszczono kilka fotografii z pogrzebu Stanisława Smerdzyńskiego bohatera walk o wolność w 1863 roku. Gazeta informowała: Trumnę weterana w otoczeniu płonących pochodni nieśli żołnierze wojsk polskich. Za trumną z ramienia wojskowości postępowali p. M. Markowski, komisarz

Końskie, Nil i zapomniany weteran 1863 Czytaj dalej »

Koneckie studnie

Domy w rynku długo nie miały kanalizacji. Pamiętam, że jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku po wodę chodziło się z ulicy Pocztowej na zachodni skraj skwerku w okolicę ulicy Strażackiej. Natomiast każda większa ulewa dostarczała „miękkiej wody” szczególnie cennej. Służyła do mycia głowy i prania delikatnych rzeczy – woda łapana była w różnego rodzaju wanienki i balie. Ale ad rem. Pierwszy dokument, który przedstawiam pochodzi z około 1918 roku –

Koneckie studnie Czytaj dalej »

Skarby, skarby, skarby… Radoszyce 1794 rok

W Końskich działa kilka grup poszukiwaczy skarbów, w okolicy zapewne znacząco więcej – efektów ich pracy nie widać; a przecież jest muzeum [no, może chwilowo nie ma – wyburzono „urokliwy zakątek”, ale takich zakątków w Końskich jest ponoć że ho, ho]. Przekazuję zatem pierwszą partię ciekawych wycinków prasowych dotyczących radoszyckiego finału powstania kościuszkowskiego. Tajne kody [czytaj wskazówki] zawarte są w dwóch artykułach p. Henryka Seweryna Zawadzkiego z gazety

Skarby, skarby, skarby… Radoszyce 1794 rok Czytaj dalej »

Dyszów k. Końskich. Kapliczka na grobli

Postument kamienny z żeliwnym krzyżem usytuowany kilkadziesiąt metrów od stalowego mostku i głównej drogi. Napis: BOŻE BĄDŹ MIŁOŚCIW 1843, obrys tarczy herbowej bez wykutego herbu. O kapliczce starsi mieszkańcy Dyszowa mówią hrabiowska i dodając, że pamiętają modlącą się tam hrabinę Tarnowską. Kapliczka kilka lat temu miała swoje „trudne chwile” (patrz fotografia), ale dzięki szybkiej interwencji p. Jerzego Rąbalskiego została naprawiona.

Dyszów k. Końskich. Kapliczka na grobli Czytaj dalej »

Rarytas z mojego zbioru

Tę książkę zawsze biorę do rąk z dużą atencją. Widać dobrą, przedwojenna oprawę introligatorską – ręcznie wykonywany ze złoceniami papier okładki, dyskretne tłoczone ozdobniki; widać dobrą rękę mistrza. Sama książka to dla mnie historyka amatora upragniony przedmiot. Jeszcze kilkanaście lat temu praktycznie niedostępna. Nieliczne egzemplarze pojawiały się na aukcjach bibliofilskich chociażby p. Andrzeja Metzgera z Kielc osiągały wysokie ceny (do kilkuset złotych). Mowa o Dekanacie

Rarytas z mojego zbioru Czytaj dalej »