Kornica, aresztowania 16 września 1943 i tragiczne następstwa. Barycz, historia krzyża na miejscu egzekucji

Zapiski Henryka Seweryna Zawadzkiego z okresu okupacji: Aresztowani 16 września, straceni 28 lub 29 [sic!] za wsią Kornica: Sroka Jakub, Chamczyk Jan, Witkowski Jan, Bala Józef, Piwowarczyk Ludwik, Honin Aleksander, Kania Walenty, Chamczyk Kazimierz, Postuła Stanisław, Pająk Stefan?, Węgrecki Antoni, Wróbel Wojciech. W Oświęcimiu: Chałubiński, Wieczorkiewicz Karol, Czerczak Ignacy, Słowiński Stanisław. Dokument w zbiorach KW.
Zapiski Henryka Seweryna Zawadzkiego z okresu okupacji:
Aresztowani 16 września, straceni 28 lub 29 [sic!] za wsią Kornica:
Sroka Jakub, Chamczyk Jan, Witkowski Jan, Bala Józef, Piwowarczyk Ludwik, 
Honin Aleksander, Kania Walenty, Chamczyk Kazimierz, Postuła Stanisław, Pająk Stefan?, 
Węgrecki Antoni, Wróbel Wojciech.
W Oświęcimiu:
Chałubiński, Wieczorkiewicz Karol, Czerczak Ignacy, Słowiński Stanisław.
Dokument w zbiorach KW.

Pacyfikacja Kornicy rozpoczęła się 16 września 1943 r. około godziny czternastej. Trudno w tej chwili orzec, co skłoniło Niemców do przeprowadzenia obławy. Jedną z przyczyn aresztowań uzasadnia Lucjan Ciaś, który wówczas jako jedyny mieszkaniec Kornicy aresztowany w tym czasie, po kilku dniach został zwolniony, dzięki wstawiennictwu Pawła Sztwiertni, pełniącego funkcję Treuhander’a (Treuhander – zarządca fabryki) w zakładach Kronenbluma, gdzie Lucjan Ciaś pracował. Według niego, aresztowania były odwetem za zabicie kilku Niemców w okolicy Rudy Malenieckiej. Podejrzenie padło na partyzantów z Kornicy. Takie pogłoski krążyły wśród więźniów.

Innym powodem aresztowań, który w kręgach społeczności wiejskiej jest uznany jako najbardziej prawdopodobny, było złożenie oskarżenia do gestapo przez Natalię Wolińską, Helenę Prasał i Ewę Mikę. Te trzy kobiety pracowały na terenie obozu ćwiczeń w Baryczy i znane były z intymnych kontaktów z żołnierzami niemieckimi. Stosunki towarzyskie, jakie te kobiety nawiązały, szczególnie w Kornicy w ich miejscu zamieszkania, stanowiły zagrożenie dla miejscowego ruchu oporu. Bezustanna obecność Niemców, jak i żołnierzy z armii Własowa, zwanych przez miejscową ludność Kałmukami, budziła w społeczności wiejskiej odrazę.

Miejscowy ruch oporu postanowił ukarać haniebne prowadzenie się kobiet i za złe postępowanie dostały solidne lanie. Spowodowało to tragiczne następstwa. Na drugi dzień kobiety poskarżyły się w miejscu swojej pracy Paradowskiej, Niemce żyjącej na tych ziemiach jeszcze przed wojną, a teraz oczywiście gorliwie popierającej istniejącą rzeczywistość (np. zmusiła ona swego męża Polaka do podpisania volkslisty). Paradowska przedzwoniła do koneckiego gestapo z prośbą o interwencję. Przyjechało kilku funkcjonariuszy, którzy dokonali obdukcji kobiet po laniu z minionej nocy i za istniejący stan rzeczy obciążono partyzantów z Kornicy.

Dokument podpisany przez Władysława Piwowarczyka (por. Zbigniew) zatytułowany: Ofiary zbrodni hitlerowskich we wsi Kornica. Dokument w zbiorach KW.
Dokument podpisany przez Władysława Piwowarczyka (por. Zbigniew) zatytułowany: 
Ofiary zbrodni hitlerowskich we wsi Kornica. 
Dokument w zbiorach KW.

Po paru dniach, 16 września 1943 r., nastąpiła obława. Pierścień otaczający wieś w czasie pacyfikacji składał się z żołnierzy Własowa. Ten dzień tak wspomina świadek tamtego pamiętnego dnia, Tadeusz Wieczorkiewicz:

Tragedia, która wydarzyła się w Kornicy rozpoczęła się dnia 16 września 1943 r. około godziny czternastej. W tym czasie pasłem krowy na pastwisku. Nagle zauważyłem żołnierzy, idących szeregiem w pełnym rynsztunku bojowym. Poznałem ich, byli to Kałmucy z pobliskiego obozu ćwiczeń w Baryczy. Rozdzieleni byli na dwie grupy. Pierwsza rozwinięta w tyralierę szła na Kornicę od strony północno-zachodniej, gdzie mieściły się pastwiska, na których ja się znajdowałem. Druga grupa szła drogą wiodącą do Końskich, aby zamknąć pierścieniem wieś od strony południowo-wschodniej. Niektórych Kałmuków znałem osobiście. Bardzo często pasłem krowy, oni zaś w chwilach bezczynności, włóczyli się po okolicy niewielkimi grupkami. Często przychodzili do nas na pastwisko, aby z nami pograć w piłkę, pojeździć na rowerze, po prostu chcieli się trochę rozerwać. Jednego z nich szczególnie dobrze znałem. Nazywał się Michał. Poznałem go wśród Kałmuków wykonujących akcję. Nie uciekałem przed nimi. Przeszli obok mnie i położyli się w korycie rzeki przyjmując pozycje bojowe. Zauważyłam, że żołnierze odrzucają jakieś pudełka. Jedno z nich podniosłem. Były to opakowania po amunicji. Najgorsze przeczucia, jakie mnie od chwili zauważenia Kałmuków ogarnęły, w tej chwili dopełniły się. Oto sobie uświadomiłem, że nie są to zwykłe manewry, ale poważna akcja na Kornicę.

Nieoczekiwanie przywołał mnie do siebie Michał. Kazał, abym prędko pobiegł do mojego domu i ostrzegł ojca. Podprowadził mnie do samej rzeki, upewnił się czy nie ma Niemców i tam puścił mnie samego. Przybiegłem do domu. Na szczęście ojciec jeszcze był. W kilku słowach wyjaśniłem o co chodzi i skąd mam tę wiadomość. Ojciec natychmiast zabrał się do ucieczki, gdy nagle w tym momencie zaszło mające tragiczne konsekwencje dla mojego ojca wydarzenie. W furtce pojawił się Bronisław Wieczorkiewicz, kolega ojca. Wywiązała się nieszczęsna dyskusja na temat, czy są to zwykłe manewry jakie Kornica już nie raz przeżywała, czy coś znacznie poważniejszego. Niestety ojciec dał się przekonać Wieczorkiewiczowi, który nie rozumiał grozy sytuacji i pozostał w domu. Ponownie zacząłem nalegać, aby wyperswadować ojcu sugestie Wieczorkiewicza. Jednak to nie pomogło. Zrozpaczony pobiegłem z powrotem, nie wiedząc jeszcze wtedy, że widzę ojca po raz ostatni. Biegłem na pastwisko. I znowu groźne nieoczekiwane wydarzenie. Tuż za mostem koło młyna za krzakiem wierzby, nie zauważyłem stojącego żołnierza. Siłą rozpędu wpadłem prosto na niego. Pochwycił mnie. Los mój zdać by się mogło, został przesądzony.

Byłem kolejną ofiarą obławy w tym dniu na Kornicę. Szczęście jednak mi sprzyjało, bo oto zauważyłem zbliżającego się w moją stronę Michała wraz ze swoimi kolegami. Rozpoczął się o moją osobę przetarg. Zaczęli mnie nawzajem sobie wyrywać. Kałmucy byli odurzeni alkoholem. Tak obszarpywany znalazłem się nad brzegiem rzeki. Byłem już na półprzytomny. Wówczas żandarm wyjął z kabury pistolet, niewątpliwie chcąc mnie zastrzelić na miejscu, gdy nagle jeden z Kałmuków pchnął mnie. Upadłem na plecy do rzeki. To mnie otrzeźwiło. Usłyszałem okrzyki:
– udieraj, udieraj.
Zerwałem się i jak szalony popędziłem korytem rzeki. Za drogą wiodącą w stronę Końskich ukryłem się. Wieczorem wróciłem do domu. Ojca już nie było.

Barycz. Miejsce rozstrzelania mieszkańców Kornicy. Fotografia z 1965 r. pochodzi z książki Marka Piwowarczyka, Kornica. Drewniany krzyż ...został postawiony nocą zaraz po zamordowaniu zakładników. Z pisma rodzin pomordowanych do burmistrza Miasta i Gminy Końskie, Kornica, 2.09.2011.
Barycz. Miejsce rozstrzelania mieszkańców Kornicy. Fotografia z 1965 r. 
pochodzi z książki Marka Piwowarczyka, Kornica.
Drewniany krzyż … został postawiony nocą zaraz po zamordowaniu zakładników. 
Z pisma rodzin pomordowanych do burmistrza Miasta i Gminy Końskie, Kornica, 2.09.2011.

Niepewność i niedowierzanie towarzyszyły wielu ludziom łudzącym się, że są to manewry wojskowe, jakie tutaj bardzo często bywały, tym bardziej, że wieś znajdowała się w pobliżu wojskowego obozu ćwiczeń. Nim pierścień się zamknął, kilku mieszkańców najbardziej zaangażowanych w ruchu oporu, pod gęstym obstrzałem, w ostatniej chwili zdołało zbiec do pobliskich lasów.

Niemcy przystąpili do aresztowań. Przeszukiwali wszystkie gospodarstwa i każdego napotkanego lub znalezionego w ukryciu mężczyznę w wieku od szesnastu do sześćdziesięciu lat prowadzili pod remizę. Plac wokół remizy był również otoczony szczelnym kordonem Kałmuków. Tutaj dokonano selekcji według kryterium wieku. Wybrano dwadzieścia jeden osób. Odebrano im kenkarty i pod eskortą przeprowadzono w kierunku Górnego Stawu. Tam czekał na nich samochód-buda, którym przewieziono aresztowanych do więzienia w Końskich.

Barycz. Szesnastego stycznia 1985 roku odsłonięto tablicę pamiątkową i wzniesiono metalowy krzyż. Foto. Jerzy Rąbalski.

Barycz. Szesnastego stycznia 1985 roku odsłonięto tablicę pamiątkową i wzniesiono metalowy krzyż. Foto. Jerzy Rąbalski.
Barycz. Szesnastego stycznia 1985 roku odsłonięto tablicę pamiątkową 
i wzniesiono metalowy krzyż. Foto. Jerzy Rąbalski.

Pod zarzutem przynależności do partyzantki, uwięziono następujące osoby: Józefa Balę, Jana Chamczyka, Kazimierza Chamczyka, Walentego Kanię, Jakuba Srokę, Ludwika Piwowarczyka, Franciszka Prasała, Aleksandra Chonina, Stanisława Postułę, Antoniego Węgreckiego, Józefa Chałubińskiego, Ignacego Czerczaka, Władysława Chabierę, Jana Witkowskiego, Wojciecha Wróbla, Karola Wieczorkiewicza, Stefana Pająka, Edwarda Brzezińskiego, Stanisława Słowińskiego, Lucjana Ciasia i Józefa Kasińskiego z Kazanowa.

Podejrzani przeszli przesłuchania w koneckim gestapo, połączone z katowaniem do nieprzytomności. Przesłuchiwań dokonywał osobiście szef koneckiego gestapo Weiss, który za aprobatą władz naczelnych policji radomskiej kazał dziesięć osób rozstrzelać, a pozostałych wysłał do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Wśród aresztowanych dwie osoby zostały zwolnione: Józef Kasiński jako osoba niedawno przybyła na te tereny i nie zamieszkała w Kornicy oraz Lucjan Ciaś, dzięki poręczeniu Pawła Sztwiertni.

Barycz. W 2010 roku postawiono pomnik ku czci zamordowanych mieszkańców Kornicy. Napis: W TYM MIEJSCU 23 WRZEŚNIA 1943 r. HITLEROWCY ZAMORDOWALI 16-tu MIESZKAŃCÓW KORNICY. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI. WRZESIEŃ 2010. Foto. Jerzy Rąbalski.
Barycz. W 2010 roku postawiono pomnik ku czci zamordowanych mieszkańców Kornicy. Napis:
W TYM MIEJSCU 23 WRZEŚNIA 1943 r. HITLEROWCY ZAMORDOWALI 
16-tu MIESZKAŃCÓW KORNICY.
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.
WRZESIEŃ 2010.
Foto. Jerzy Rąbalski.

Codziennie żony i matki aresztowanych przychodziły pod mury więzienia, aby dostarczyć paczki z żywnością swoim najbliższym i dowiedzieć się o ich losie.
Nadszedł jednak dzień 23 września, kiedy to nastąpiła pierwsza część dramatu. Ten dzień, tak wspomina jeden ze świadków, członek ruchu oporu Jan Wieczorkiewicz ps. „Saper”:
Po paru dniach od obławy na Kornicę, 23 września zauważyłem samochody-budy, jadące w kierunku obozu na Baryczy. Zaintrygowany tym podążyłem za ich śladem, a razem ze mną jeszcze parę innych osób, z których zapamiętałem Zbroszczyka i Milczarka. Na terenie obozu ukryliśmy się w szopie i przez szpary między deskami obserwowaliśmy przebieg wydarzeń.
Widzieliśmy ze znacznej odległości około trzystu metrów wysiadających z samochodu cywili. Szli na drugą stronę wału. Twarzy z tej odległości nie mogliśmy rozpoznać. Miejsce egzekucji było otoczone kordonem Kałmuków. Po chwili odezwały się serie karabinów maszynowych. Nieco później pojedyncze strzały z pistoletu i na końcu wybuch granatu.
Na drugi dzień jeden ze znajomych Kałmuków powiedział nam, że to nasi ludzie z Kornicy zostali tam rozstrzelani. Opowiadał również o tym, że jedna z ofiar pomimo otrzymania serii z karabinu nie upadała, więc strzelono do niej z pistoletu, ale i tym razem bezskutecznie. Dopiero granat powalił ją z nóg. Powiadomiliśmy o tym mieszkańców Kornicy. Nie wszyscy chcieli dać temu wiarę. Łudzono się jeszcze, że ofiarami byli nieznani ludzie. Dopiero kiedy paczki przyniesione do więzienia zostały zwrócone, przekonało to niektórych o zaistniałej tragedii.

Barycz. W dniu 22 września 2013 r.  o godzinie 11. odbyła się msza św. oraz dokonano poświęcenia pomnika pomordowanych mieszkańców Kornicy i Końskich. Pomnik z inicjatywy mieszkańców Kornicy i rodzin pomordowanych uzupełniono wcześniej o tablicę ze stosownym napisem (pierwotnym), z nazwiskami i imionami zakładników z podaniem ich wieku, oraz metalowym krzyżem. Foto. Jerzy Rąbalski.

Barycz. W dniu 22 września 2013 r.  o godzinie 11. odbyła się msza św. oraz dokonano poświęcenia pomnika pomordowanych mieszkańców Kornicy i Końskich. Pomnik z inicjatywy mieszkańców Kornicy i rodzin pomordowanych uzupełniono wcześniej o tablicę ze stosownym napisem (pierwotnym), z nazwiskami i imionami zakładników z podaniem ich wieku, oraz metalowym krzyżem. Foto. Jerzy Rąbalski.
Barycz. W dniu 22 września 2013 r. o godzinie 11. odbyła się msza św. oraz dokonano poświęcenia pomnika pomordowanych mieszkańców Kornicy i Końskich. Pomnik z inicjatywy mieszkańców Kornicy i rodzin pomordowanych uzupełniono wcześniej o tablicę ze stosownym napisem (pierwotnym), z nazwiskami i imionami zakładników z podaniem ich wieku, oraz metalowym krzyżem.
Foto. Jerzy Rąbalski.

W egzekucji 23 września zginęły następujące osoby:
Józef Bala, Kazimierz Chamczyk, Walenty Kania, Jakub Sroka, Ludwik Piwowarczyk, Franciszek Prasał, Aleksander Chonin, Jan Chamczyk, Stanisław Postula, i Antoni Węgrecki.
O miejscu rozstrzelania i pogrzebaniu ofiar, dowiedział się również Tadeusz Wieczorkiewicz od zaprzyjaźnionego własowca Michała. Informację tą przekazał swojemu starszemu przyrodniemu bratu, Konstantemu Chabierze, który to z grupą osób z organizacji w nocy wybrał się na miejsce, gdzie zostały pogrzebane ofiary pacyfikacji. Po odkopaniu ciał ostatecznie upewniono się kto został zabity.

Oprócz mieszkańców Kornicy, jak wykazała powojenna ekshumacja, zostało rozstrzelanych parę innych osób. Byli to: Zdzisław Dzwonnik, Ryszard Komorowski, Franciszek Klech, Mieczysław Ślusarczyk i dwie osoby o nieustalonych nazwiskach. Pozostałe dziewięć osób tj: Józef Chałubiński, Ignacy Czerczak, Władysław Chabiera, Jan Witkowski, Wojciech Wróbel, Karol Wieczorkiewicz, Stefan Pająk, Edward Brzeziński i Stanisław Słowiński zostały wywiezione do Oświęcimia, a następnie do Buchenwaldu, gdzie w podobozie Dora niemal wszyscy zginęli z głodu i wycieńczenia w różnych miejscach i okolicznościach. Tylko jeden z nich, Stanisław Słowiński, przetrwał dzięki znajomości języka niemieckiego.

Końskie, druga połowa stycznia 1945 r. Pogrzeb mieszkańców Kornicy rozstrzelanych 23 września 1943 r. w Baryczy.  Fotografia z 1945 r. pochodzi z książki Marka Piwowarczyka, Kornica.
Końskie, druga połowa stycznia 1945 r. Pogrzeb mieszkańców Kornicy rozstrzelanych 23 września 1943 r. w Baryczy. Fotografia z 1945 r. pochodzi z książki Marka Piwowarczyka, Kornica.

Po kilku dniach od momentu aresztowań, niespodziewanie do wsi w godzinach popołudniowych przybyło gestapo z zamiarem aresztowania Antoniego Piwowarczyka. W mieszkaniu gdzie ostatnio przebywał, zrobili dokładną rewizję. Na miejscu była Teresa – córka Ludwika Piwowarczyka, którą wypytywali o miejsce pobytu stryja. Nie otrzymali konkretnej odpowiedzi. Wracając wstąpili do młyna. Przeprowadzili rozmowę z Konstantym Kacperkiem, w której sugerowali, że mogliby zwolnić niektórych aresztowanych, gdyby poszukiwany wyjaśnił im wiele spraw. Właściciel młyna odpowiedział, że po tym co się stało, Antoni Piwowarczyk jest już nieuchwytny i w Kornicy nie ma go co więcej szukać.

16 stycznia 1945 r. był dniem wyzwolenia Końskich i okolic spod okupacji niemieckiej i wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej. W tych dniach ludność Kornicy gromadnie poszła na miejsce, gdzie zostali rozstrzelani i 
pogrzebani ich najbliżsi. Wierzchnią, zamarzniętą jeszcze o tej porze roku
 ziemię, kruszono niewielkimi ładunkami wybuchowymi. Dokonano ekshu
macji zwłok. Ciała identyfikowano po resztkach odzieży. 
W parę dni później odbył się uroczysty pogrzeb. Zwłoki przewieziono na cmentarz w Końskich, gdzie wszyscy spoczywają we wspólnej mogile party
zantów.

Powód aresztowań 16 września 1943 r. jest w dalszym ciągu nie wyjaśniony. Czy Niemcy domyślali się istnienia zorganizowanego ruchu oporu w Kornicy? Z pewnością tak. W komendzie AK w Końskich zajmował dość znaczne i odpowiedzialne stanowisko Maksymilian Szymański ps. „Relampago”. Pełnił funkcję szefa wywiadu. Jak się okazało, był na usługach Niemców. Maksowi podlegało wielu ludzi z organizacji między innymi również i z Kornicy. Masowe aresztowania w Końskich 20 sierpnia 1943 r. były jego dziełem. Kornica była wówczas zbyt mocno zaangażowana w sprawy konspiracji, aby aresztowania w Końskich obejmujące około dwustu osób, nie miały wpływu na jej późniejszy los. Wszystkie wersje przyczyn pacyfikacji trudno w takim świetle rozpatrywać osobno. Każda z nich w oczach Niemców, mogła łączyć się w logiczną całość, utwierdzając ich podejrzenia co do istnienia partyzantki w Komicy. Incydent z Natalią Wolińską mógł być tylko pretekstem do od dawna przygotowywanej przez Niemców interwencji.

Końskie, cmentarz parafialny. Mogiła zbiorowa ofiar egzekucji w Baryczy. Foto. z lat siedemdziesiątych w zbiorach KW.
Końskie, cmentarz parafialny. Mogiła zbiorowa ofiar egzekucji w Baryczy. 
Foto. z lat siedemdziesiątych w zbiorach KW.

Wydawać by się mogło, że smutny rozdział historii obławy na Kornicę można zakończyć. Gdy cała sprawa ucichła i czas zabliźnił rany, w latach sześćdziesiątych na adresy niektórych rodzin, które ucierpiały z powodu aresztowań z 16 września, zaczęły przychodzić od anonimowej osoby paczki ze Stanów Zjednoczonych, jak też niewielkie kwoty dolarowe, przysłane na mszę w Końskich w intencji pomordowanych w rocznicę ich śmierci.

Te wydarzenia ludzie wiązali z Natalią Wolińską, która tego samego dnia po aresztowaniach razem z kilkuletnim synkiem uciekła z Kornicy. Byli świadkowie, którzy widzieli ją na terenie Niemiec, gdzie wyjechała na dobrowolne roboty i pracowała u bauera. Tam przetrwała wojnę. Były też osoby, które w latach pięćdziesiątych widziały ją na Zachodnich Ziemiach Odzyskanych w Zielonogórskiem. Gdzie ona teraz jest, czy jeszcze żyje, czy przebywa za granicą czy w kraju? Na te i inne pytania trudno teraz odpowiedzieć. Należy postawić również pytanie, w jakim stopniu ona i jej koleżanki są współwinne zaistniałej tragedii. Czy kobiety te były w stanie przewidzieć reakcję Paradowskiej i późniejsze tego następstwa.

Końskie, cmentarz parafialny. Mogiła zbiorowa ofiar egzekucji w Baryczy. Foto. współczesne Jerzy Rąbalski.
Końskie, cmentarz parafialny. Mogiła zbiorowa ofiar egzekucji w Baryczy. 
Foto. współczesne Jerzy Rąbalski.

O takim powiadomieniu przez Paradowską gestapo o pobiciu kobiet, wiedział i potwierdził w swoich powojennych zeznaniach jej mąż. Jak zeznają niektórzy świadkowie, sama Wolińska była zaszokowana takim obrotem sprawy i ogromem tragedii do jakiej doszło, co sugeruje, że nie była w pełni świadoma następstw jaką wywołała jej skarga.

Należy zastanowić się, czy forma wyroku wydanego przez ruch oporu była tak naprawdę do końca przemyślana. Czy paczki ze Stanów Zjednoczonych i dolary na mszę były od Wolińskiej, jej syna czy od kogoś zupełnie innego. Takich pytań jest wiele i prawdopodobnie na większość z nich nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.

Marek Piwowarczyk

[w: Marek Piwowarczyk, Kornica. Historia wsi w świetle dokumentów i relacjach świadków od 1916 do 1948 roku, Końskie 2000]

Dlaczego nie było wyroku skazującego 
na Natalię Wolińską?

Próbą wyjaśnienia tej sprawy może być następująca rozmowa, nagrana na taśmę w 1998 roku, w której wzięli udział Władysław Piwowarczyk (WP) i Edward Winiarski (EW).

WP:
– Wyroku skazującego Natalię Wolińską nie było. Prawdopodobnie o partyzantach w 
Kornicy powiedziała sierżantowi Wojska Polskiego Paradowskiemu, którego żona była
 Niemką. Być może partyzantów wydał Paradowski. W sprawie Paradowskiego odbyła się roz
prawa sądowa, na którą byłem powołany jako świadek. Ale ja nic nie wiedziałem i takie zeznanie 
sądowi złożyłem. Ze względu na brak dowodów nie było również wyroku skazującego sierżanta 
Paradowskiego. Paradowski był sierżantem WP jeszcze z czasów II Rzeczypospolitej w Bary
czy. Za Niemców pracował w Ośrodku Ćwiczeń Barycz. Mógł coś powiedzieć. Ale dowodów na
to nie było.
Po ekshumacji partyzantów, obecna przy tym Paradowska nazwała zastrzelonych Korniczan bandytami. A jej syn powiedział:
– Ale nabili bandytów!
EW:
– Wolińska miała wyrok zaoczny.
WP:
– Wolińska nie! Zresztą, nie wiem… może później. Wyroki konspiracyjne były zawsze 
zaoczne.
EW:
– Później, po wyzwoleniu. Ona stąd uciekła, a kobiety kornickie uparcie twierdziły, że to
 ona spowodowała obławę w Kornicy. Ale ona uciekła albo do Belgii albo do Holandii.
Mówił mi Terlecki, ale dawno – może 20 lat temu, że wydano na nią wyrok śmierci.
WP:
Być może. Ale w czasie okupacji wyroku skazującego na nią nie wydano. Nie można było jej winy udowodnić. A ponadto, po tej wpadce w Kornicy, rozpoczął się terror. I była decyzja, aby tej sprawy nie ruszać i nie rozogniać, bo wtedy zginie nie tylko ona ale i my możemy zginąć.
Od dnia niemieckiej obławy we wrześniu aż do dnia wkroczenia wojsk sowieckich wieś Kornica była kilkakrotnie kontrolowana lub atakowana przez oddziały żandarmerii, skutkiem czego były dalsze aresztowania i rozstrzeliwania członków Placówki Kornica. Z tego powodu część najbardziej zagrożonych członków placówki weszła w skład leśnych oddziałów por. Józefa Madeja ps. Jerzy.

Roman Zuber

[w: Roman Zuber, Historia Kornicy. Lata 1864-1975, Kornica 1999]

Bibliografia:

  • Marek Piwowarczyk, Kornica. Historia wsi w świetle dokumentów i relacjach świadków od 1916 do 1948 roku, Końskie 2000.
  • Roman Zuber, Historia Kornicy. Lata 1864-1975, Kornica 1999.
  • Jan Garbacz, Bolesna rocznica. 50. rocznica masowego aresztowania i zamordowania mieszkańców wsi Kornica, Końskie 1993 (maszynopis i broszura).