Gospodarstwo łowieckie w dobrach Końskie Wielkie – rok 1858-1900

„Nim przystąpię do opisu zwierzostanu, uważam za właściwe zapoznanie czytelnika z rozległością i położeniem lasów, rodzajem drzewostanów i warunkami, mającymi wpływ na łowiectwo.
Lasy koneckie, położone w powiecie koneckim guberni radomskiej, zawierające ogółem przestrzeni 21.000 morgów, podzielono na 4 rewiry tj. Izabelów, Rogów, Mokra, stanowiące jedną całość i Modliszewice, składające się z 3 oddzielnych części. Położenie lasów górzyste. Grunt pod lasami przeważnie piaszczysty, sapowaty [bagienny, mokry, wilgotny], miejscami torfiasty, a zaledwie w ⅕ części kamieniasto-gliniasty. Na 4 częściach całej przestrzeni porastają mchy, wrzosy i czernica, a ⅕ lasów jest ogrodzona jako młode kultury i tam to porastają dosyć bujne trawy.
W lasach przeważa sosna, przetknięta brzozą, a miejscami dębem, na przestrzeniach gliniastych; gdzieniegdzie jodła i świerk przemieszane z dębem.
Wody w lasach jest pod dostatkiem; oprócz źródeł i strumieni, rozrzuconych po lasach, znajdą się tu stawy, od których płyną rzeki przeważnie przez lasy.
Lasy graniczą na wschód z lasami dóbr Niekłań, na południe z lasami rządowymi leśnictwa Samsonów i Przedbórz, na zachód z lasami Ruda Maleniecka, a na północ z lasami dóbr Białaczew [Białaczów] i Fidor.
Jako leśnik i myśliwy pozostający bez przerwy od roku 1858 w dobrach Końskie Wielkie, chciałbym choć pobieżnie od tej daty opisać rodzaj zwierzostanu i sposób polowania.



Przed laty podstawą zwierzostanu były sarny, których znajdowało się około 600 sztuk; oprócz tego zające; z ptactwa: głuszce w dość znacznej ilości, cietrzewi było dużo,
jarząbki i kuropatwy; z błotnego – krzyżówki, cyranki, słonki i kszyki [ptaki z rodziny bekasowatych].
Jeleni i dzików stałych nie było, a tylko przychodnie z lasów niekłańskich.
Taki stan trwał do roku 1870. Z drapieżników spotykano wilki, lisy, kuny, jastrzębie, ale te się tępiło na wszelkie sposoby i stan ich się zmniejszał.
Polowania odbywały się z psami gończymi (ogarami) na wszelka zwierzynę. Nie wybierając, biło się co wyszło: rogacz lub koza, a z ptactwa: głuszce na tokach, cietrzewie na tokach i przed wyżłem, a ile zabijano rocznie, to niech posłużą cyfry za rok 1869, w którym zabito: saren 86, zajęcy 256, głuszców 16, cietrzewi 146 (licząc na tokach i przed wyżłem), kuropatw 437, jarząbków 68. Oprócz tego zabito słonek, kaczek i kszyków sztuk 368. Oprócz polowań urzędowych był stały strzelec i podleśni, którzy dostarczali do pałacu zwierzynę. Polowania urzędowe od 1. września do 1. marca odbywały się przynajmniej 10 razy na miesiąc. Niejednemu z czytelników wyda się zapewne, że tak często polując, można wyniszczyć zwierzynę zupełnie.
Ale tak nie jest, bo, polując 2 psami, nie tak łatwo można spotkać się ze zwierzyną, a następnie nie zależało tu na tem, aby dużo zabić, lecz głównie, żeby przyjemnie spędzić czas na świeżym powietrzu i zjeść bigos w towarzystwie sąsiadów myśliwych.
A dodać tu muszę, że kłusowników można było ze świecą w biały dzień szukać.
W roku 1870 majątek Końskie Wielkie przeszedł w inne ręce i tu się rozpoczyna drugi okres, wprost przeciwny tamtemu.

Psy gończe skasowano, ochrona zwierzyny w najściślejszym tego słowa znaczeniu zaprowadzona, pasza zwierzynie porą zimową zadawana. Broń dozwolono mieć tylko służbie wyższej leśnej do strzelania psów, kotów wałęsających się po lasach i polach, oraz drapieżnych zwierząt i ptaków; poza tym nic więcej.
Polowania na dziki i drobną zwierzynę odbywają się z nagonka, na jelenie i rogacze z podjazdu, a cietrzewie strzela się tylko na tokach, kuropatwy zaś z naganką. Stan zwierzyny, mianowicie jeleni i dzików, zaczął się podnosić; dawniej były tylko przychodnie, po skasowaniu zaś polowań z psami zaczęły się stale osiedlać i już w roku 1880 mieliśmy jeleni stałych 40, a dzików 60 sztuk. Lecz za to, o ile stan jeleni się podnosił, saren ubywało, bo chociaż to jest dowiedzione, że gdzie dużo jeleni, tam liczba saren się zmniejsza, uważam jednak, że w tym wypadku inne były przyczyny, gdyż jelenie znajdujące się tylko w 2 rewirach tj. Izabelowie i Rogowie, czyli na 12.000 morgach – a zatem, pozostaje jeszcze 9.000 m., gdzieby sarny mogły uniknąć towarzystwa jeleni; a wreszcie tych jeleni nie jest tak dużo, aby wpływ na zmniejszenie się liczby saren wywierać mogły. Tu głównie wpływa kłusownictwo, które się w straszny sposób rozwielmożniło i to kłusownictwo wszelkiego rodzaju, a najstraszniejsze to wnykarstwo. Trudno jest dopilnować, kto i kiedy wnyki stawia, gdyż wobec serwitutów, każdy ma prawo wejść do lasu: ten pasie bydło, ów przyszedł po zbiórkę, inny po ściółkę, a jeszcze inny po grzyby, jagody – a tymczasem służba leśna znajduje we wnyku tu zduszonego jelenia, tam sarnę, ówdzie zająca.

Od roku 1880 stan jeleni ciągle się podnosił i już w roku 1895, było jeleni 150 stałych, dzików 120.

Stan saren zmniejszał się stopniowo, zające utrzymywały się w mierze; z ptactwem zaś, z powodu wyniszczenia lasów przez poprzednich właścicieli, głuszce zaczęły przenosić się do sąsiednich lasów rządowych, gdzie ich kłusownicy i służba leśna rządowa wybili do tego stopnia że już w roku 1898 był jeden kogut i 3 kury, a dziś nawet i śladu tego pięknego ptactwa nie ma. Widziałem na własne oczy, jak na tokowisku cietrzewi przylatywały głusze [głuszce] do tokujących kogutów cietrzewi, nie mając już swoich i z tej to krzyżówki lęgły się bastardy (Rackelhany) [międzygatunkowe krzyżówki dwóch leśnych kuraków: cietrzewia i głuszca], których w lasach koneckich zabito 3, tj. w roku 1887 zabił jednego Juliusz hr. Tarnowski, w roku 1893 drugiego – Stefan hr. Zamoyski, a w roku 1896 – Zdzisław hr. Tarnowski. Wszystkie te 3 ptaki zostały wypchane. Zabite były wszystkie trzy na jednym miejscu, tokujące razem z cietrzewiami. Zabawny to był widok: na obszernej łące kilkanaście kogutów tokuje, a on między nimi pókąd [gwarowy synonim słowa dokąd], wydawał głosy tak dziwne, że żadne pióro tego opisać nie potrafi, zawsze więcej zbliżone do głosu głuszca, coś podobnego do głosu prosięcia, słyszanego z daleka, następnie gęsi gęgającej, to syczącej. Pozę w czasie toku zachowywał głuszca. Skoro się rozwidniło, cietrzewie koguty bił i rozganiał, a kury do siebie przystąpić mu nie dawały i bojąc się, uciekały.
Cietrzewie spotyka się u nas w dość znacznej ilości, jednakże nie tyle, co poprzednio.
Od roku 1895 stan jeleni się nie podnosi, lecz przeciwnie, zaczyna się zmniejszać. W roku 1898 było ich 138 sztuk, a dzików 56. reszta rozeszła się po obcych lasach, a tam je wybito.
Dzisiaj w lasach koneckich stan zwierzyny przedstawia się jak następuje: jeleni sztuk 124, dzików 54, saren 165, zajęcy stosunkowo do przestrzeni jest niewiele.
Z ptactwa: cietrzewi i kuropatw, w tym roku jest mniej jak, w roku zeszłym, z powodu mokrego lata, a tym samem złego lęgu.

Na koniec muszę tu dodać, że jeżeli taka ilość i jakość zwierzyny w lasach koneckich dotychczas jeszcze się znajduje, to tylko dzięki ochronie ze strony właściciela, a sprężystości służby leśnej, walczącej kłusownikami, których tu jest więcej, jak gdziekolwiek indziej, jako w majątku fabrycznym, a następnie z pastuchami pasącymi bydło włościańskie. Bo proszę sobie wyobrazić sobie wyobrazić 900 osad włościańskich ma prawo pastwiska w lasach. Dawniej odbywało się to w ten sposób, że pasał jeden pastuch z całej wsi, w kolej [po kolei], człowiek dorosły. Dziś z każdego domu, choćby za jedną krową, idzie dziecko 8 do 10 lat – jednym słowem ile bydła tylu pasterzy, którzy, jeżeli chłód, rozpalają ognie i z tego powodu są częste pożary lasów. Przez czas lęgu zwierzyny i ptactwa tak plądrują, że nic przed tą plaga się nie ostoi; mały jelonek, sarenka, zając, gniazda cietrzewi, jarząbków, kuropatw, zostają doszczętnie zniszczone.
Przy takich warunkach trudno myśleć, aby zwierzostan się podnosił.
Jan Piątkowski
Leśniczy lasów koneckich”. W: „Łowiec Polski” r. 1900, Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa.

PS.
Pierwotnie tekst miał być dużo większy, chociażby o omówienie sąsiednich gospodarstw łowieckich dóbr Niekłań, Białaczów i in. Mam przygotowany też do publikacji stan służby leśnej w I połowie XIX wieku – w dobrach hr. Małachowskich, nie wspomnę o opisach polowań, najnowszych odkryciach dotyczących koneckich rusznikarzy wyrabiających broń myśliwską i prezentujących swoje wyroby na ówczesnych wystawach krajowych i regionalnych. Wszystko to przed nami. Dodam, że dwie fotografie zamieszczone w tekście pochodzą z kolekcji rodzinnej Krzysztofa Woźniaka – dziadek Zygmunt Janiszewski był w latach 30. XX wieku leśniczym w dobrach leśnych Juliusza hr. Małachowskiego (nieistniejąca już niestety leśniczówka Kamienny Krzyż).
Zebrał: Krzysztof Woźniak, Andrzej Hurec